Helena, Parys oraz marmoladki z jabłek lub pigwy

- Dzień dobry. Z Parysem chciałabym rozmawiać.
- Tutaj jest tylko Helena. Bez Parysa.
Taka oto rozmowa telefoniczna odbyła się wczoraj u mojej przyjaciółki, pisarki Magdaleny Parys. Telefon odebrała jej przekozacka córka Helenka, lat dziewięć. Magda właśnie narobiła wielkiego dymu swoim nowym kryminałem "Magik", kolejnym, po "Tunelu", częścią jej Berlińskiej Trylogii, więc dzwoniła zapewne jakaś zorientowana na maksa dziennikarka, by przeprowadzić wywiad z tymże Parysem Magdaleną.
Tak, czy owak, Helenka zeznała, że grzecznie powiedziała pani poszukującej Parysa "do widzenia" i odłożyła słuchawkę. Twierdziła również, że pani się nie przedstawiła, co natychmiast wywołało falę naszych domysłów (oczywiście, że miejscem akcji był fejsbuk!), aż - jak to u Magdy - wkradł się wątek kryminalny. Zaczęłyśmy ambitnie, analizując dzieła sztuki (jak poniższe), ale pani z telefonem tam nie było. A poza tym - basta! Ta cała sodomia z gomorią nam się w ogóle nie spodobała, albowiem wynikało jasno, że to greckie towarzystwo prowadziło się źle, nie kryjąc cellulitu i w dodatku w obecności przyssanego do uda dziecka. Nie licząc Helenki, córki Parysa Magdaleny. No, gorszy ten Olimp od Ciechocinka! 

Idąc domniemanym tropem bezimiennej pani, szukającej dziś Parysa u Heleny, zaczęłyśmy snuć przypuszczenia, że dzwonili:
 a) jakiś zniewieściały, jak to u nich, gościu z wesela, bo te trzy kretynki Hesperydy, jak zwykle się pokłóciły, która ładniejsza, więc szukali na gwałt wykidajły Parysa, by położył kres zadymie;
b) rozhisteryzowany plociuch Homar (albo Homer, w sumie nie wiadomo, bo nikt go nie widział), który na użytek swojego brukowca chciał poznać ostatnie newsy z literackiego światka;
c) niejaka roszczeniowa Afrodyta, bo jedno jabłko na szarlotkę było jej za mało. 
No tak, ale czy szarlotkę można zrobić z... pigwy? - dalej snułyśmy po kobiecemu wątek z Parys Magdaleną, wątek tym razem o charakterze botanicznym. Wszak to pigwą (Cydonia oblonga) było parysowe jabłko! (Swoją drogą, kiedyś kobiety chyba było łatwiej zadowolić).


Fakt, pigwa do jabłka podobna, a czasem też i do gruszki, ale choć nieco bardziej kanciasta, kosmata, no i kwaśniejsza, to dla Greków - w ślad za Babilończykami - była  "miodowym jabłkiem", świętym, złotym owocem miłości,. Wtykali ją więc starożytni, gdzie się tylko dało, już to do ręki Afrodycie (Cydonia Chrysomelina?), której tylko amory w głowie, już to nie lepszej Wenerze, która wraz z różami, fiołkami i mirtem miała pigw w rydwanie po kokardy. 
Obdarowywali się pigwami kochankowie na znak obietnicy narzeczeńskiej i w ogóle robili to, co robili z jabłkami nasi przodkowie na polskiej wsi (patrz: wpis Jak mus, to mus!).
I tak z Babilonii przez rozpustną Grecję, za sprawą przodków moich, Fenicjan, pigwowiec dotarł do zachodnich wybrzeży morza Śródziemnego, gdzie zapach jego owoców zachwycił wszystkich. Zrozumieli też mieszkańcy tych pięknych stron, dlaczego owoce pigwy zwano "miodowym jabłkiem": otóż twarda, cierpka, kwaśna pigwa, której na surowo jeść nie sposób, poddana powolnemu duszeniu, dzięki rozkładowi cukrów staje się słodka. I pięknie gęstnieje od pektyny. Na marmoladę. 
And now, wzorem starożytnych Greków - konkurs! Z wcześniejszym konkursem piękności nie mającym nic wspólnego, ale z pigwą już tak. Pytanie: jak się mówi pigwa po portugalsku? No, kto wie? Brawo! Pani zgadła i Pan też: pigwa po portugalsku to... marmelo! Dlatego "marmelada" we wszystkich wariantach języków nowożytnych z rozgotowanej pigwy stała się marmoladą z owoców tout court.

Marmolada i marmoladki z pigwy

Na każdy kilogram owoców wziąć 1 kg cukru (można trochę mniej), sok z 1 cytryny. 

Umyj, Afrodyto, owoce pigwy, włóż całe do garnka, bo za twarde, żeby je kroić i usuwać z nich gniazda nasienne, zalej wodą i sokiem z cytryny, żeby nie sczerniały. 
Gotuj ok. 30 min., sprawdź widelcem, czy już zmiękły i zostaw, niech wystygną. Po czym obierz, wyjmij gniazda, pokrój na kawałki i zmiksuj. Zostaw trochę wody z gotowania.


Mus owocowy włóż na powrót do garnka, dodaj trochę (filiżankę) wody z gotowania,wsyp cukier i duś na wolnym ogniu mieszając ok. 30 min., aż ściemnieje (jeśli chcesz mieć jaśniejszą, dodaj soku z cytryny) i zacznie lekko odchodzić od brzegów naczynia. Wtedy marmolada jest gotowa. 
Teraz możesz ten gęsty mus zamknąć w słoikach. Ale nie musisz.
Możesz jeszcze gorącą marmoladę pigwową wylać cienką warstwą do szklanych, porcelanowych, blaszanych form do pieczenia, czy talerzy, a po kilku-kilkunastu dniach, kiedy porządnie stwardnieje, pokroisz ją tradycyjnie, w romby, albo wytniesz z niej fikuśne kształty foremkami. Marmoladki można cukrzyć z każdej strony, ale i bez tego są dobre.

fot. wyłowiona z otchłani netu, ale u mnie to tak samo wygląda

Takie łakocie robią w Śródziemnomorzu wszystkie narody, a Sycylijczycy, w dużej mierze genetyczni Grecy, wciąż uważają pigwę pod postacią marmoladek, zwaną cotognata, za przysmak odświętny. Mają też do nich specjalne terakotowe formy i foremki. Ta jest moja, z Trinacrią, symbolem Sycylii, żeby nie było wątpliwości, ale przecież można użyć np. foremek do babeczek,

Gotowa marmolada

No co, Afrodyty? Do roboty! Zamiast się kłócić z koleżankami, która ładniejsza, może lepiej zrobić galaretkę z pigwy? Aaa... Pigwy nie macie... Ale jabłek Wam pewnie nie brak, co?

... Bo kiedy własnie zrobiłam mus z jabłek, (znów patrz: Jak mus, to mus!), który przy wlewaniu do słoików parzył mi ręce niemiłosiernie, to zauważyłam, że co mi spadnie na blat, to zastyga pięknie, niczym marmolada z pigwy. Pewnie dlatego, że pokrojone w kawałki jabłka miksuję, ale ze skórką!


Marmoladki z jabłek

Jabłka mało soczyste, cukier, ewentualnie i wedle uznania: skórka cytrynowa, kandyzowana pomarańczowa, goździki, cynamon, imbir, kardamon, rodzynki - co kto lubi. 
Ja sobie przywiozłam jabłek raz z Warmii, raz z Podlasia, starych odmian z leciwych sadów, nie pryskanych, jak widać, z których te ciemne były wyjątkowo suche, idealne do smażenia.


Weź więc, Ewo, jabłek mało soczystych, wyjmij gniazda nasienne, nie obieraj!, weź prawie tyle samo cukru i duś do miękkości, podlewając odrobiną wody tylko wtedy, kiedy to konieczne.
Zmiksuj, dołóż też ulubione dodatki smakowe, potrzymaj jeszcze trochę na ogniu, niech woda odparuje i - jak z marmoladą z pigwy - wylej mus do dużych form lub małych foremek. 

Tym samym, droga Ewo-Afrodyto, pięknie się wpiszesz w narodowy program zagospodarowania jabłek. Nadmiar marmoladek można przechowywać długo, byle w chłodnym miejscu, w szklanych słojach, drewnianych i tekturowych pudełkach, puszkach. Albo rozdać życzliwym.
Ja na święta zwykle robię gwiazdki, w tym roku z goździkami, cynamonem i skórką z mandarynek. 



     
W czym zresztą nie jestem jakoś szalenie oryginalna, w końcu ser z jabłek, czyli blok ze ścisłej marmolady jabłkowej z dodatkami robiono w polskich domach od wieków.                                                      
A co do Heleny i Parysa, to, znając rzeczoną Helenkę, pewnie po tym wpisie znów zażąda od matki, Parysa Magdaleny, uczestnictwa w tantiemach, jak to zwykła czynić, kiedy np. pozują razem do mitycznych zdjęć. Zresztą już doprecyzowała ma lat osiem! nie dziewięć. No, Helena, po prostu.





Komentarze

Popularne posty