Ciabatta dla Magdy


"Gośka, ty jedna możesz wiedzieć jak w domu zrobić ciabatę ale taką udaną. Mam rezerwę, mogę tyć, bo się na małżeństwo nie szykuję,  marzę o maczance olejowo-ziołowej z własną ciabatą. Help me plssss!!!!!" - taki oto list, rozpaczliwej niemal treści, dostałam dziś od Magdy G.
Magdo kochana, tym razem to Ty, prośbą o przepis na ciabattę, ponagliłaś mnie do powrotu na blog. Nie, żebym nie miała gotowych tematów, zdjęć, ale wiesz, jak jest - wyjazdy, przyjazdy, finisz w tłumaczeniu starej włoskiej książki kucharskiej, dom, zwierzęta, rośliny... Zresztą komu ja to mówię! Kobiecie, która mieszka sama z dzieckiem na Mazurach i prowadzi całe gospodarstwo z ogrodem, sadem, zwierzyńcem włącznie?!  Mam pytanko: mało Ci przetworów, które o tej porze roku pichcisz codziennie? A sery, chleby, nawet cydr, bo tego wymaga obywatelska postawa? Może zdradzisz tu nam wszystkim tajemnicę, ile godzin ma Twoja doba, bo to wszystko strasznie podejrzane jakieś jest.
Na dowód, niektóre poczynania Magdy i jej córki Klary:


Ale skoro już musisz w tym momencie zrobić ciabattę, taką prawdziwą, włoską - proszę bardzo, zawsze do usług! Będzie dokładnie taka, jaką wymyślił w 1982 roku Arnaldo Cavallari, piekarz z położonego na północy Włoch miasteczka Adria, a więc miękka i płaska, jak... kapeć, bo to właśnie znaczy słowo "ciabatta". By analogie skończyły się się na formie i nie sięgały pod żadnym pozorem zelówki, pamiętaj, że ciasto musi być bardzo lekkie, luźne, lepiące się do rąk, a wtedy ciabatta będzie mieć pyszną, chrupiącą skórkę i pulchny, pełen powietrza miąższ.

Na chlebek CIABATTA weźmiesz:
0,5 kg dobrej mąki, ale można też wymieszać 200 g delikatnej mąki i 300 g krupczatki. (Dziś we Włoszech często miesza się zwykłą mąkę z mąka amerykańską, zwaną manitoba. Tyle, że to czysty gluten, więc może lepiej niech ciasto będzie ciut cięższe w konsystencji, ale lżejsze dla Waszego zdrowia). Prócz tego:
0,5 l wody, 5 g drożdży, 1 łyżeczka soli, 1 łyżeczka cukru.
Acha! No i CIERPLIWOŚĆ!, składnik niezbędny, bo choć nie jest to proces skomplikowany, to jednak ciasto kilka godzin (ok. 9) musi rosnąć. No i jeszcze może okazać się przydatna  pewna delikatność manualna, o czym za chwilę.

1. W misce rozpuść drożdże z cukrem i odrobiną wody, żeby je pobudzić do zycia. Zostaw zaczyn na kilka minut, niech zacznie "pracować". Teraz do miski z zaczynem włóż resztę składników, czyli mąkę, wodę i sól i wymieszaj dokładnie (Włoszka by to zrobiła drewnianą łyżką). Wystarczy nawet 5 minut, byle się równomiernie zaczyniła woda z mąką. Uwaga! Mąka mące nie równa, więc jeśli - i tylko wtedy! - ciasto wyda się zbyt wodniste - można jej jeszcze trochę dostpać. Tylko trochę! Nie znęcaj się długo nad rzadkim ciastem, tylko przykryj je szczelnie folią kuchenną i zostaw w umiarkowanej temperaturze na kilka godzin. Pora roku taka, że już pewnie na Mazurach albo jest w domu zimno, albo się pali w kominku, ale jak by nie było, zaczynione ciasto niech leżakuje w około 15st. C. Ile to jest kilka godzin? No na przykład cała noc, tzn. zaczyniasz wieczorem, a pieczesz rano. Albo robisz rano  - bo rano przeczytasz ten wpis, a wiem, że już nerwowo przełykasz ślinę - i upieczesz sobie ciabatty po południu. W niezbyt zimnej lodówce ciasto może poleżeć nawet całą dobę, ale wiem, że tyle czasu mu nie dasz.
2. Po tych kilku godzinach ciasto będzie bardzo luźne, bardzo lepkie i pełne powietrza. Wyłóż je na stolnicę, albo blat, byle uprzednio posypany mąką, najlepiej jakąś grubo mieloną, nawet kukurydzianą. Pisze "wyłóż", a nie "wyjmij", bo wystarczy przekręcić miskę do góry nogami, niech wypadnie samo tak, by go nie uszkodzić, nie poszarpać rękoma, bo wtedy bąble powietrza, tak konieczne dla "nadmuchanej" ciabatty, miast zostać w cieście, pójdą w eter.
3. Teraz, mimo iż ciasto jest bardzo luźne będziesz robiła zakładki, czyli masz brać brzegi ciasta i zakładać je na siebie - lewy brzeg na prawy i odwrotnie, górny brzeg na dolny i odwrotnie: w sumie złożysz je 4 razy, byle delikatnie! Zawiń/złóź ciasto bez ugniatania, niech całe powietrze zostanie w środku. W końcu mają być pulchne, prawda? A potem zostawisz ciasto na blacie, niech jeszcze podrośnie i oboje odpocznijcie ok. pół godziny.


4. Łopatką, albo szerokim nożem podzielisz ciasto na kawałki szerokie na 5 cm circa. Przełożysz je ostrożnie na wyłożoną papierem do pieczenia i wysypaną mąką blachę, najlepiej przeciętym bokiem do góry, żeby rosły wzwyż, a nie w szerz i ew. lekko opuszkami palców nadasz im pożądany kształt. Albo i nie, postaw na spontan. Jeszcze nie wkładaj do pieca! Surowe ciabatty zakryj folią lub ścierką, żeby nie obsychały i poczekaj, aż w temperaturze pokojowej zwiększą dwukrotnie swoją objętość.
5. Piecz w temperaturze 200 st. C przez około 20 minut. Niech się lekko zezłocą, ale nie zbrązowieją, bo zrobią się suche i całe to obchodzenie się jak z jajem na nic. Dobrze jest też wstawić do piekarnika naczynko z wodą, która to spowoduje, że ciabatte pieczone w mgiełce wilgoci będą pulchniejsze, a przecież o to chodzi, prawda?
6. Po wyjęciu z pieca, niech ciabatte ochłoną na ścierce, albo na metalowej kratce jakieś 10 minut. Wytrzymasz tyle?


Bułeczki zawinięte w papierową, a następnie foliową torebkę zachowają świeżość przez 2 dni, oczywiście o ile im na to z Klarą pozwolicie.

Przez Ciebie i mnie naszła ochota na ciabatty, ale z konieczności bezglutenowe, niestety. Miałam szczęście, bo trafiły mi się całkiem niezłe, z siemieniem lnianym. Podgrzałam je i nafaszerowałam siekanymi z grubsza czarnymi oliwkami wymieszanymi z oliwą (mam jeszcze resztki naszej, sycylijskiej z jesiennych zbiorów), skropionymi octem winnym (też robię sama z czerwonego wina) i sporą ilością oregano, które przywożę w pęczkach. Można też dodać siekany czosnek i pyszną o tej porze roku bazylię.


Dziewczyny, smacznego i dajcie znać, jak poszło.

Komentarze

  1. Przekrojona ciabatta z pierwszego zdjęcia wygląda z wierzchu inaczej niż te na kratce. Rzeczywiście takie Ci wyszły, jak na 1szym zdjęciu? Bo wygląda wspaniale

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciabatta - a dziś jest ich kilka odmian - może być dłuższa, jak np. ciabatty w Toskanii, choć istotnie, klasyczna ma kształt kapcia, właśnie. Tak czy owak, zdjęcia bez podpisu "Fryty Rity" są jedynie ilustracjami zapożyczonymi z netu. Gwoli uczciwości. Dla odróżnienia, moje zawsze podpisuję. Dzięki za odwiedziny :-)

      Usuń
    2. Dzisiaj wieczorem rozczyniam , rano produkcja ! zobaczę jak mi pójdzie !

      Usuń
    3. wyjdzie, wyjdzie, byle z ostrożna, bo ciabatta nie lubi przemocy ;-)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Miło, że tu zaglądasz :-)

Popularne posty