Jana wycieczka do miasteczka Gouda


Mój przyjaciel, Jaś Kościańczuk, ma wiele pasji. Nie wiem, co kocha najbardziej, prócz żony swej, Krysi, ale obok tenisa i zbierania kurek w znanym tylko nam miejscu zwanym Kurkolandią, Jan jeździ pasjami na rowerze i fotografuje. Ostanio porzucił na kilka dni piękną niczym slońce Warmię, połączył ulubione zajęcia i wybrał się z bicyklem oraz aparatem fotograficznym do Holandii. 
Pewnego czwartkowego, nieco pochmurnego dnia, trafił do niedużej mieściny, gdzie zamiast lampionów wiszą... sery! Sery Gouda, też złociste, niczym słońce, którego akurat tego dnia brakło.


- To miasteczko niedaleko Rotterdamu każdemu Holendrowi kojarzy się z ,,3 x naj '' - najdłuższą świątynią w kraju, najpiękniejszymu glinianymi fajkami, no i największym rynkiem, przypominającym kawał sera - opowiada Jan. - Mnie i każdemu chyba Polakowi Gouda kojarzy się niemal wyłącznie z serem. Nie bez racji: miasteczko przez stulecia budowało swój wizerunek głownie na tym mlecznym produkcie." 
- W sezonie letnim, w każdy czwartek odbywa się tutaj targ serowy - dodał Jaś, co natychmiatst potwierdził wizualnie:





W czwartki w mieście Gouda serami się handluje z wdziękiem:









W czwartki w mieście Gouda serami się zręcznie... rzuca:


A także warzy sery na oczach publiczności.  - By otrzymać 1 kg pysznego, autentycznego produktu, potrzeba 10 litrów mleka - dodaje Jan.




- Wiesz, niezwykły klimat tego miejsca pozostaje na długo w pamięci - powiedział Jan na koniec. Nie dziwne - pomyślałam - w końcu nie na każdym kroku stawia się serom pomniki.


Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Jasiu, to Ty opowiedziałeś i słowem i obrazem, ja tylko podałam dalej ;-)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Miło, że tu zaglądasz :-)

Popularne posty