Delicje i rozterki Fryderyka II


Fryderyk II, spowity w szarawary i połyskujące jedwabie - bowiem nosił się zazwyczaj z arabska - sunął długimi korytarzami Pałacu Normanów, prowadzącymi z Kaplicy Palatyńskiej do komnaty w wieży zwanej Pizańską, bowiem zbudowaną przez Pizańczyków pojmanych po jednej z przegranych batalii morskich.
Mijał cieniste krużganki wsparte na pokrytych mozaikami  kolumnach, przestronne sale, fontanny, zwisające od sklepień długie, białe płótna, które - namoczone - chłodziły komnaty w upalne dni.

Narodziny Fryderyka II Szwabskiego, Jesi, 26.12.1194
O czym myślał rudowłosy Fryderyk? Może, o tym, że choć jest Niemcem z rodu Hohenstaufów, to jednak tu, w wielobarwnym, wielokulturowym Palermo, gdzie wśród ulic i zaułków, portowych kei słychać niemal każdy język świata czuje się najlepiej? Z drugiej zaś strony, skoro jest cesarzem rzymsko-niemieckim, to nie może już zawsze żyć w tym raju  między Sycylią a Bliskim Wchodem, na ziemi obiecanej jego normańskich przodków . Nie po to przyszedł na świat jako cesarz. Narodzony na oczach gawiedzi, w jakże ostentacyjny, niedyskretny dla matki sposób. Ach, ten ojciec… no faktycznie, był już tak stary, że nikt nie kwapił się wierzyć, iż to on spowodował ciążę Konstancji. Ale żeby kazać jej rodzić Fryderyka na głównym placu w Jesi, wśród oczekującego na wydarzenie tłumu gapiów?! Gdzie intymność zapewniał jej jedynie rozciągnięty baldachim?!
Fryderyk wszedł do wypełnionej poświatą wieży Pizańskiej. Tysiące złotych kawałków mozaiki, pokrywającej ściany komnaty aż po malowany, drewniany strop połyskiwało w świetle mnóstwa świec. Z westchnieniem osunął się na stertę rozrzuconych na miękkim dywanie wielkich poduszek . Czy będzie kiedyś mógł żyć daleko stąd, bez swoich arabskich i żydowskich nauczycieli, mentorów, przyjaciół? Miałby zostawić te wszystkie wspaniałe budowle wzniesione z woli jego przodków? To niebo, szumiące palmy, powietrze przesiąknięte aromatem kwitnących drzew cytrusowych i jaśminów, szum słodkawo pachnącego algami morza? A jak zabrać ze sobą smaki dzieciństwa, smaki Sycylii, smaki dań przyrządzanych z taką pieczołowitością przez bliskowschodnich kucharzy i ulubionego Mastro Berardo? Z lekkim dreszczem pomyślał o odległej, szarej, lodowatej, ale przecież ziemi ojców, do której prędzej czy później będzie musiał wyruszyć. Oh, Mein Gott! Codziennością będzie zimno, twardy germański język, łacina, słonina i suszone ryby…
Rudowłosy cesarz rzewnie spojrzał na niski, intarsjowany perłą stół i młoteczkowane tace z piętrzącą się ulubioną cubbaitą – tabliczkami migdałów, orzechów wszelkich i sezamu, zastygłych w twardym, brązowym karmelu. Odruchowo sięgnął do zaplątanej w śliskich jedwabiach kieszeni, by sprawdzić, czy wciąż ma tam kilka kawałków tego twardego grylażu, ot tak, na wszelki wypadek. Bardzo lubił nim zawsze poczęstować każdego gościa, rozchmurzyć go, kiedy rozmowa przestawała się kleić. 


Powiew powietrza przyniósł z odległych pałacowych kuchni znany i jakże miły nozdrzom zapach  blaundysorye, słodkiego, ściętego, mlecznobiałego rosołu z nie tak odległej Syrii. Uśmiechnął się na myśl o oddanym kucharzu, Mastro Berardo, wiedząc, że ten dawno zdążył zagotować mleko migdałowe z wywarem z kurczęcych piersi, miałko utłuczonym cukrem, cynamonem, kawałkiem skórki cytrusowej, ściągnął płyn delikatną mączką ryżową, po czym przelał gąszcz do mis zwilżonych wodą różaną. Jak tylko biancomangiare zastygnie, kucharz wyłoży danie na srebrną tacę, a nim poda, jeszcze oprószy cukrem, cynamonem, cytrusową skórką, może pistacjami. Ciekawe, czy dziś dodał drobnego, jaśminowego kwiatu z zapachem Orientu?


      Fryderyk, jak to cesarz, choć miał klawe życie, zadumał się nad losami świata: czy, kiedy wyruszy w północnym kierunku, ziści swój wielki sen o potędze? Czy kiedyś uda mu się zjednoczyć ten wielonarodowy kontynent, od Sycylii po Germanię, w jedno, potężne cesarstwo Europy? Czy pokona lub przekona do zjednoczenia tak różnych światów w jedną, silną unię, największego wroga tej idei, katolickiego papieża? W krużgankach od dawna wiele szeptano o zdradach i spiskach, jakie ten ostatni mu szykował.
W tym natłoku myśli i obaw, nie mogło przyjść Fryderykowi do głowy, że jego przysmak blaundysorye, biancomangiare, dzięki skrzętnym kucharzom też wyruszy w daleką podróż wraz nim. Przez cały półwysep i hen, daleko za  Alpy. I że kiedyś dotrze do Paryża, do Wiednia, a stamtąd, jako blanc manger, trafi wreszcie do dalekiego kraju, zwanego Polską i zostanie w kuchni na zawsze pod nazwą blanki. 
A przecież o Polsce czasem musiał pomyśleć, bodaj kiedy Zakon Krzyżowy prosił go o wsparcie w okupacji mroźnej, dalekiej północy. 


************************
Blanki 

Wspominam tę historię dziś, w środę popielcową, albowiem zaczął się post, który będzie trwał przez kolejnych 45 dni. Zaś blanc manger, czyli blanki, to danie postne, deser dziś już nie na rosole i bez grzechu, do którego wziąć należy:

1 l mleka migdałowego lub krowiego, 20 dag cukru lub miodu, szczyptę soli, 10 dag mąki kartoflanej lub ryżowej, ew. maizeny, trochę cynamonu, otartą skórkę z cytryny lub lemonki, pistacje i migdały do przybrania, ew. wodę różaną do zwilżenia formy budyniowej.

I w ślad za Mastro Berardo, mleko zagotować z cukrem, szczyptą cynamonu i kawałkiem skórki z cytrusa. Lekko osolić, po czym,mieszając, zgęścić krochmalem rozprowadzonym odrobiną zimnego mleka. 

Wlać do formy budyniowej zwilżonej wodą, a jeszcze lepiej – różaną. Schłodzony deser wyłożyć na talerz lub postument i posypać cynamonem oraz startą skórką cytrusową, pistacjami.



                                              
                                                   **********************

P.S. 2. W smutnym dniu zadumy nad "prochem jesteś", kiedy już napisałam ten krótki tekst, z Palermo dotarła wiadomość o śmierci profesora Sandro Nusco, mediewalisty, postaci o której nie sposób zapomnieć. Officina di Studi Medievali straciła szefa-pasjonata, a my wspaniałego, dowcipnego gawędziarza, który jak nikt potrafił rozbawić i zafascynować opowieściami o czasach Fryderyka II, zwanego - ze względu na niespotykane wykształcenie, wiedzę zdolności, wielokulturowe obycie, wizjonerstwo - przez mu współczesnych i potomnych: Stupor Mundi.





Komentarze

Popularne posty