Zaświaty


Zapytam retorycznie: czy dziś jest jakiś halołin? Pytam, a pytań miałabym dziś wiele, ale… ok, zacznę od początku:
9.09.2013 (=6, czyli numerologiczna ja), postanowiłam ruszyć do AGAD-u (dla niepraktykujących nauki pomocnicze historii: Archiwum Głównego Akt Dawnych). Miałam znów pokumać się trochę z antenatami. Słoneczko grzało, ale mimo to, w chyba ostatnim tak pięknym dniu lata,  jeszcze wróciłam od drzwi, by wziąć ze sobą sweter. Granatowy, bardzo przyzwoity, kupiony niegdyś na via del Corso w Rzymie, lecz niemal nigdy nie noszony, bo przypominał mi złe, trudne chwile. Dlaczego więc po latach niechęci zdjęłam go z wieszaka właśnie dziś?
W AGAD-dzie przodków nie zastałam, nie było śladu po ich narodzinach, ślubach, zgonach. Znów utknęłam w martwym punkcie. Kiedy z poczuciem bezradności zbierałam się do wyjścia, zatrzymał mnie młody człowiek, oferując udostępnienie zawartości własnego laptopa, która to zawartość mogła okazać się pomocna. Skromny naukowiec-pasjonat do Archiwum przyjeżdża rzadko, więc dlaczego akurat dziś? Wywiązała się między nami ożywiona rozmowa, aż wreszcie, po krótkiej analizie danych i spojrzeniu na rzecz innym okiem, młody człowiek rozświetlił mroki naszej rodzinnej przeszłości. Źle! to nie Litwa, to Inflanty! Odetchnęłam pełną piersią, a oczom mojej wyobraźni ukazał się zastęp niebieskookiej, bladolicej szlachty wśród leśnych ostępów, puszczającej do mnie zawadiacko błękitne oko. W końcu czekali na to co najmniej ze dwa wieki.
Była godzina 15.00 (=6). Dokładnie w tym samym czasie, przodkowie znad Eufratu postanowili puścić do mnie swoje czarne, błyszczące oko. A ściślej wspomniane oko puścili z małej miejscowości  w pobliżu Homs o nazwie… Oko Starca. No i z pomocą stukających w klawiaturę palców nieznanej mi osobiście kuzynki Randy.
Normalny człowiek pewnie by zwariował z nadmiaru wrażeń płynących z czasoprzestrzeni, ale… no właśnie – normalny. Ja wskoczyłam do basenu, bo wiadomo: woda, wody płodowe, dr Freud, itd…
Lato kończy się nieuchronnie. Z basenu wyszłam na deszcz i do domu wróciłam zziębnięta i przemoknięta nieco. Dlatego pytam: który z Was i kiedy zdecydował, że granatowy, przypominający złe czasy sweter ma zniknąć?! Zadziorny szlachciura z sumiastym wąsem? Utrefiony Asyryjczyk o aksamitnym spojrzeniu?
I co teraz? No teraz pojawia się wątek kulinarny, oto on: jako owoc  przenikania kultur powinnam była zjeść na kolację hummus, zagryźć ogórkiem kwaszonym, popić wódką i zakąsić bakławą. Ale z zaciśniętym gardłem trudno było cokolwiek przełknąć.  

Dali sygnał, dziś, jednocześnie. No i zabrali mi smutny sweter ;-) Kolejny ruch należy do mnie. Muszę się spieszyć, nim na Syrię spadną kolejne bomby i będzie za późno.

Komentarze

  1. ciesz się.......sweter przypominający złe czasy zniknął nie bez powodu ;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Miło, że tu zaglądasz :-)

Popularne posty