Smaki Warmii 4 - Jesienne, tym razem



Ufff... Ależ się "naobrabiałam" zdjęć potraw konkursowych, robionych w warunkach niemal ekstremalnych! Żebyście mogli cokolwiek zobaczyć. Bo ścisk był straszny, emocje wrzały, konkurenci dali z siebie wszystko, jury się pociło, orkiestra grała, polały się łzy szczęścia - taką oto fetę pod nazwą Jesienne Smaki Warmii zgotowała LGD Warmiński Zakątek. No i dobrze, bo kiedy raz do roku Dobre Miasto staje się stolicą kuchni warmińskiej, musi być wyjątkowo. A deszcz niech sobie pada.

- Leć, leć, do pokoju konferencyjnego, bo Karol już też jest – usłyszałam.  No to poleciałam.
Ledwieśmy się przywitali serdecznie - choć w sumie znamy się mało - i zaczęliśmy wspominać konkurs sprzed roku, gdy nagle… wspomnienie, zmaterializowane, przyszło samo. Bo oto, całkiem znienacka, w korytarzy powstał rwetes i w otoczeniu kilku kobiet z rodziny weszły ni mniej, ni więcej, a same siostry Stefańskie (zob. poprzedni post), ubiegłoroczne laureatki. Starsze panie (w sumie ok. 160 lat) – wciąż wyglądające świetnie i niezmiennie jednakowo ubrane – pofatygowały się, mimo deszczu, jedynie po to, by się przywitać i nakarmić nas swoim niezawodnym, dopiero upieczonym kuchem drożdżowym. Jak w czasach księdza Barczewskiego, który o kuchu z kruszonką pisał: Dzielą się nim Warmiacy jak opłatkiem, kiedy się zjadą po przyjacielsku, dzielą się nim przy rozjeżdżaniu, dając go i dla tych, którzy w domu pozostać musieli. Jasne, żeśmy się wzruszyli.
Karol Okrasa - bo o nim tu mowa - kucha spróbował z radością ja nie miałam odwagi: wystarczyło mi wyobrażenie czekających na nas kilkudziesięciu, za pewne wspaniałych potraw, które obok, w restauracji Rancza w Dolnie, właśnie w tej chwili uczestnicy Jesiennych Smaków Warmii  z wypiekami na twarzy i drżącymi z emocji rękami układali, kroili, przyozdabiali.
Ruszyliśmy do sal, a przed nami rozpostarł się oto taki widok stołów:


 Gdybym miała opisać cały konkurs, zamieścić wszystkie zdjęcia, które  do tej pory udało mi się zebrać, przekazać szczegółowo natłok wrażeń, to pewnie byłby to najdłuższy blog wśród kulinarnych i nie tylko. Ale skoro nie idzie mi o bicie rekordów, więc teraz - w miarę krótko, w punktach.

1. Kuchnia warmińska. To ona była królową, to był jej dzień. O kuchni warmińskiej już kiedyś pisałam, na ok. 250 stron, więc nie będę się dublować. Krótko mówiąc, na konkursie jak co roku, pojawiły się tradycyjne specjały babek. Żeby ocalić od zapomnienia tak kuchnię prostą, ludową, codzienna, jak i potrawy odświętne.



W tej kategorii nagrodziliśmy panią Mariolę Gulbinowicz za tradycyjną czerninę, podaną z równie tradycyjnymi kluskami warmińskimi (szarymi).



No i oczywiście słało się gęsto warmińskie dobro par excellence - ryby na różne sposoby.

 
 
Najwybitniejszym smakiem odznaczały się malutkie pulpeciki rybne w delikatnej warzywno-słodko-kwaskowej zalewie. Niewiele brakowało, a okrylibyśmy się z Karolem Okrasą wieczną hańbą, gdyż spróbowawszy pierwszego klopsika, zaczęliśmy się dobierać do kolejnych, prosto ze słoika. Jednak  wystarczyło spojrzeć na czekające kilkadziesiąt metrów bieżących innych dań, by się opamiętać. Pierwsze miejsce!


Nagrodziliśmy też baaardzo smaczne pulpety z ryby w galarecie. Szczerze mówiąc, to ich twórczyni, o jakże pasującym do konkursu nazwisku, należałby się też medal za uśmiech, którym i w tym roku obdarzała wszystkich hojnie.



 2. Kuchnia kresowa. Kiedyś Erwin Kruk napisał o tych stronach: "Zrobili nam z Mazur dom wariatów". Bo Warmia i Mazury to region historycznie "trudny". Tutaj przed wojną rodziny o polsko brzmiących nazwiskach mówiły jedynie po niemiecku, a te, co miały niemieckie nazwiska, kultywowały polską mowę.  Potem jedni uciekali, a w wraz nimi wyjeżdżały zwyczaje, tradycje. Ich miejsce wypełniali na trwałe przybysze ze wschodu. Dlatego każdego roku, kiedy przed nami pojawiały się nieznane tu przed wojną bliny, pierogi, gołąbki z ziemniakami na kwaszonej kapuście mieliśmy dylemat: jaką ocenę wpisać w rubryce "regionalizm"? Czy za tradycję uznać jedynie kuchnię warmińską znaną tu do czasów wojny? Ale skoro tak, to co wielowiekowymi tradycjami kresów, które zawitały w te strony z końcem wojny?  Dlatego dodanie kuchni kresowej do tradycyjnych smaków Warmii było wspaniałym gestem, swego rodzaju uznaniem, że po przeszło 60-ciu latach, zwyczaje i tradycje kulinarne przywiezione przez uchodźców z Wileńszczyzny i Ukrainy, są już częścią tej ziemi.



Jury uznało, że wyśmienite kresowe gołąbki z soczewicą i grzybami, które - parafrazując - czego nie "dowyglądały", to "dosmakowały", zasłużyły na nagrodę. Nawiasem mówiąc, ich autorka, pani Lucja Kuczyńska, sołtys wsi Blanki, miała też baterię fantastycznych nalewek, w tym "sołtysówkę", ale śpieszę donieść, że żaden akt przekupstwa nie miał miejsca. No i  nie obyło się bez wzruszeń.



  3. Idzie nowe. Tym "nowym" są nowi obywatele Warmii, przeważnie dobrowolni uchodźcy z miast, którzy szukają pomysłu na ciekawsze życie i swojego miejsca na prowincji, gdzie wszystko ma bardziej ludzki wymiar. Robiąc na przykład sery, często kozie, jak ten z kozieradką, którego producentka mieszka na Warmii od niespełna trzech lat.

 

Do konkursu stanęli  też młodzi ludzie, prowadzący od niedawna gospodarstwo agroturystyczne "Fajne miejsce". Ich klasyczne knedle ze śliwkami, oprószone troszkę cynamonem, ale i... suto okraszone lekko zrumienioną cebulką były strzałem w dziesiątkę! Przy okazji opowiedzieli, że zajmują się modą i że u nich jada się również po wegańsku. To rzeczywiście musi być fajne miejsce. (Na zdjęciach trochę niewyraźni, przepraszam, ale to wina pośpiechu, oświetlenia i tłoku).

 

Brawo za odwagę i chęć uczestnictwa w zawodach z autochtonami, no i za pomysły na stare-nowe potrawy.

4. Desery i przetwory. Bo była też i taka kategoria, którą organizatorzy powierzyli litościwie innemu jury. Chociaż trochę żal...



5. Chleba naszego i łzy wzruszenia. "Dobry gospodarz zawsze swój chleb ma" - mawiano kiedyś w tych stronach. Nie pora rozprawiać tu o roli chleba w kulturze, ani konkurować z Kopernikiem, który właśnie na olsztyńskim zamku  w roku 1520 napisał cały traktat o wypieku chleba. Jednak jako jury, postanowiliśmy pokłonić się tradycyjnemu i rytualnemu bochnowi chleba na zakwasie, pieczonemu starą metodą, w specjalnym piecu, według receptury prababci, przez panią Krystynę Buczyńską. I tu pojawił się problem, bowiem żadne dodatkowe wyróżnienie nie było przewidziane. Karol Okrasa po mistrzowsku wziął to na siebie i postanowił, że nagrodą będzie jego program o pieczywie, realizowany z udziałem pani Krystyny w jej domu. I znowu polały się łzy szczęścia.

 

6. Grand Prix. Za drugi z kolei występ na Smakach Warmii. Tak, celowo piszę "występ", a nie "udział", bo Stowarzyszenie Przyjaciół Wsi Bukwałd zaskakuje nas nie tylko wyśmienitymi potrawami, ale i zmysłem artystycznym wyrażonym strojem, dekoracją i "słowem wiążącym". W zeszłym roku to była muzyka, opowiadanie o pysznej jagnięcinie w owocach z tutejszych ogrodów i to wygłoszone po warmińsku! (patrz ostatni post i przepis). Należała się nagroda.
Tym razem była to baśń snuta o piętrzących się na talerzu blinach, pieczonych na stareńkiej patelni, która już przetrwała wiele pokoleń. Do blinów - boska sarnina. Smaki wykwintne, a występ w najlepszym guście. Stąd - po raz pierwszy przyznawane - Grand Prix.


7. I cóż, że ze Szwecji? Nie, nie, to nie jest tor przeszkód dla tych, co czytają mojego bloga na głos. Po prostu w tym roku Dobre Miasto przeżyło najazd Wikingów. Przybyli w zamiarach pokojowych, a precyzyjniej - kuchennych.
Najpierw, przed południem, Szwedzi z wyspy Sturko pojawili się na targu rybnym ze śledziami, łososiami, chlebem, ciasteczkami - wszystko własnej produkcji.


A po południu rozwinęli się kulinarnie serwując świetne dania. Duch szwedzkiego śledzia, słodkiego, z mgliście kwaśną nutką, do tej pory za mną krąży.



8. Trunki. My tu gadu gadu o jedzeniu, zupełnie jakby człowiek nie miał prawa popić. A przecież - skoro o tradycjach mowa - to napoje wyskokowe w tych stronach zawsze miały liczne rzesze fanów, od biskupów warmińskich po prosty lud. Napitki procentowe cieszyły się takim wzięciem, że w XIX wieku, jak grzyby po deszczu powstawały Towarzystwa Wstrzemięźliwości od Napojów Palonych.
Więc pytam: czy można było nie spróbować domowych nalewek, którymi częstowali ich autorzy?
 

Pokusa była tym większa, że  przy każdej próbie wtulenia nam kieliszka z kolejną nalewka, Karol O. przekazywał mi trunek ze słowami: "Ja dziękuję, w pracy nie piję, ale Małgosia na pewno, za całe jury". W tym miejscu pragnę podziękować matce naturze, że obdarzyła mnie mocną głową.
Oto dowody mojego braku asertywności:





 9. Uczestnicy nie szczędzili nam doznań, nie tylko smakowych, jak uzdolnione panie ze Stowarzyszenia "Ornecianie", które nim dopuściły nas do dań, odśpiewały (czysto!) wszystkie zwrotki hymnu "O, Warmio moja miła". Szacun!


10. LGD Warmiński Zakątek pod wodzą prezes Małgorzaty Ofierskiej znów stanął na wysokości zadania, ba! wykazał się rozmachem i rozbudował konkurs, czyniąc go jeszcze ciekawszym, wyniku czego, my jurorzy, mało nie padliśmy z nóg. Ale było warto!

Prezes LGD "Warmiński Zakątek" - Małgorzata Ofierska

11. Jury. W tym roku pracowało w dwóch zespołach. Niewątpliwym wdziękiem i bezpretensjonalnością wykazało się jury w składzie: przewodniczący Karol Okrasa oraz Grażyna Kondek i Małgorzata Buttitta.  A oto dowód, że nie próżnowaliśmy i w pracy wyglądaliśmy tak:


Wywiady
Degustacje
Konsultacje
Notatki
 
Rozmowy
Obrady
Dyplomy
Hmmmm...
Będzie dobrze!
Przemówienia
 

Finał
FINAŁ!

No dobra, jak nic znów jesteście głodni, więc dla nienasyconych jeszcze trochę potraw. Większość zdjęć jest, jak zwykle, autorstwa mojego przyjaciela, niezawodnego Jasia Kościańczuka.

 
 
 
 

 
 
 
 
 

Komentarze

  1. oj, same pyszności na tych stołach i w kieliszkach :) cudowna impreza

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, tak! I ważna, bo z jednej strony podtrzymuje tradycje, a z drugiej zachęca i promuje nowe. Dzięki za cierpliwość w przeglądaniu tego, może zbyt obszernego, jak na bloga, materiału :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosia!Jesteś mistrzem pióra.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Usuń
  3. Piękny reportaż ;o) było bardzo miło , pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Miło, że tu zaglądasz :-)

Popularne posty