"Smaki" i smaczki Warmińskiego Zakątka

Padł mi laptop. Prawie nowy. Niech wszyscy diabli ten mój wieczny brak pohamowania w zabawie w Adama Słodowego! A już miałam wysłać fragmenty tłumaczeń, przygotować zdjęcia, dorzucić blogowy wątek o jabłkach vel pigwach. I co? Nic, trzeba poczekać na niewidzialną rękę informatyka.
Ale – jak to mówią – nie ma tego złego. Uruchomiłam stary laptop i… o, są! Są zdjęcia z ubiegłorocznych „Smaków Warmii”! Ciekawie brzmi, co? No to - od początku.
W Dobrym Mieście znalazła się grupa fantastycznych kobiet, które kilka lat temu, postanowiły uaktywnić społeczeństwo. Poprzez Lokalną Grupę Działania pod Nazwą Warmiński Zakątek. No i – sukces! W który, nawiasem mówiąc, chyba nikt nie wierzył. Dziś działają prężnie na wielu niwach, zataczają coraz szersze kręgi, wciągają, organizują, dopingują, pomagają, itd., itd., itd.
Jednak najbardziej spektakularnym, najlepszym, widzialnym, namacalnym, a przede wszystkim najsmakowitszym dowodem tego, co robią, jest doroczny konkurs kulinarny, pod nazwą „Smaki Warmii”. Na który właśnie się wybieram, i to po raz trzeci. I od razu wyjaśniam: jadę tam jako juror, a wszelkie pogłoski o moim łakomstwie, które jakoby miało roznieść się szerokim echem i dotrzeć w Warmińsko-Mazurskie, są fałszywe! (Fałszywe? Hmmm… Kłamstwa zawsze wychodziły mi kiepsko).
Tak czy siak, jurorką jestem. Chyba za zasługi, czyli z racji napisania książki „Niezapomniana kuchnia Warmii i Mazur”. (He he he, znowu lokowanie produktu, ale co zrobić, skoro należy do tematu?) W Dobrym Mieście nie tylko degustuję, oceniam, ale patrzę też z podziwem, jak konkurs niewiarygodnie się rozrasta, choć skromny nigdy nie był. Kiedy dwa lata temu pojechałam tam po raz pierwszy, do ośrodka nad magiczne jezioro Swobodno, gdzie odbywała się impreza, (wówczas poznałam te super kobiety), a przede mną rozpostarł się kilkudziesięciometrowy ciąg zakąsek, zup, dań głównych, wypieków… Już połowie degustacji ciężko dyszałam, ale zadanie wypełniłam do końca z godnością. No, może prawie do końca. Jak by to powiedzieć? Dobra, mówię: na końcu były nalewki wszelakie, ziołowe, miodowe, owocowe i… więcej grzechów nie pamiętam.
W ubiegłym roku konkurs odbył się w dobromiejskim hotelu-restauracji Ranczo w Dolinie, bo… tam było… więcej miejsca na stoły! No i do grona sędziowskiego - do pani Alicji Siteń, właścicielki dobromiejskiej piekarni Złoty Róg i do mnie,  dołączył prawdziwy gwiazdor - Karol Okrasa.
Jury nie ma lekko, nikt się nad nim nie lituje, ba! Niektórzy wręcz zazdroszczą, ale czy możecie sobie wyobrazić, jak się czuje istota ludzka, o jednym tylko żołądku, która spróbowała sześćdziesięciu potraw, a przed nią jeszcze ciasta i słodkości?! No możecie?! Chciałabym to widzieć. Ale jury to twarda sztuka, nie da się łatwo pokonać i degustuje, by nikogo nie pominąć, każdego docenić, uznać starania.

Jury myśli...

...notuje...

...trochę się mądrzy...

...aż wreszcie powstaje werdykt i protokół.
W tym roku Warmiński Zakątek uznał, iż może jednak należy mieć litość i dokooptował kolejnych jurorów, bo też i przybyło nowych kategorii konkursowych. Wszystko jest spowite dość ścisłą tajemnicą i sam nie wiem, co mnie czeka. Wiem tylko, że będę wespół z mistrzem Karolem oceniać ryby i mięsiwa. I dobrze, bo przecież przy ciekawości mojego podniebienia (niezły eufemizm, co?) nie uniknęłabym szoku anafilaktycznego z przedawkowania mąki, czy nabiału. Wiem też, że będą przetwory, wypieki, może coś jeszcze, ale nie daruję i też do nich sięgnę. No jak inaczej?
Niezależnie od końcowego werdyktu, mam swój pozakonkursowy, subiektywny ranking zwycięzców. Nie tyle dań i ich twórców, bo od tego jest sam konkurs, a raczej zbiór odczuć, ciepłych wspomnień, które grzeją zimą w oczekiwaniu na kolejną edycję kulinarnego gejzeru Smaków Warmii.

And now… the winner iiissss…

1. Karol Okrasa. Otoczony wianuszkiem dam i tulony ich zachwyconymi spojrzeniami J


2. Tradycje! Kultywowanie bogatych, mimo, iż kuchnia była tu prosta, kulinarnych tradycji. Co odnotowałam z radością. Wkracza też nowe i to w doskonałym wydaniu. A właściwie stare, ale w zgodzie z najlepszymi tendencjami w wykorzystaniu produktu lokalnego, wzbogaconego błyskiem pomysłowości, elegancji, wręcz finezji. Delektowałam się więc tatarakiem kandyzowanym w cukrze brzozowym (wiem, w ksylitolu, ale to mało swojska nazwa), suszonymi owocami w czekoladzie, ciasteczkami z dodatkiem ciekawych zbóż, kompozycjami ziół, oryginalnymi nalewkami produkowanymi w malowniczej wsi Blanki. (Później miałam też okazję wypicia czerwonego, aromatycznego wina, zrobionego na podstawie starej receptury na „Kościelne okno” zaczerpniętej z mojej książki. „Kościelne okno”, bo wedle zwyczaju, trunku lało się wysoko, po czub, ale o tym kiedy indziej). Nie ukrywam, że było mi miło.


Receptura spisana po warmińsku

3. Najazd Saracenów! A ściślej jednego, w osobie Marokańczyka, właściciela jednej z restauracji w Bartoszycach, gdzie serwuje rodzimy kuskus i nie tylko. Mohamed śmiało wystąpił ze smakowitymi cukiniami faszerowanymi mięsem i warzywami. Jak to nad morzem Śródziemnym. Znaleźliśmy się w kropce: jak ocenić danie nie warmińskie na Smakach Warmii? Cukinie były pyszne (ach ten orient!). Ale zauważyłam, na głos (zew krwi?), że brakowało moim kubkom smakowym kamunu, kminu rzymskiego. Dlaczego?  – No przecież nie ma kamunu, bo miało być po warmińsku - odparł rozbrajająco Mohamed. Pokochałam go za to. I dostał wyróżnienie, a co!




4. Pokolenie nie do zdarcia. Czyli dwie wzruszające starsze panie, siostry Stefańskie, wcale nie bliźniaczki, które mimo własnych rodzin, blisko siebie mieszkają, jednakowo się ubierają, razem gotują. Tak było i tego dnia: dwie panie (blisko osiemdziesiątki!) wstały dzielnie o czwartej rano i upiekły genialny, tradycyjny warmińsko-mazurski kuch, czyli placek drożdżowy. Do tego nasmażyły konfitur z truskawek i jagód. Żeby wszystko było świeże, jeszcze ciepłe. Jak dla swoich. Należała im się nagroda!


Siostry Stefańskie z Karolem Okrasą

Obie panie na podium
5. Emocje i wzruszenia. Niekwestionowana spontaniczność i serce, jakie wkładają wszyscy uczestnicy konkursu w prezentowane dania. A ile drżeń, a nawet i łez w trakcie ogłaszanie werdyktu i odbierania nagród na podium! Niezła lekcja prawdziwych emocji i wzruszeń - długo by o tym pisać. Dlatego też werdykt końcowy jest tak trudny do sformułowania i ogłoszenia. Po prostu wszyscy są wspaniali!




6. Okoliczności przyrody. Czyli widok o poranku z okna Rancza w Dolinie. Nic dodać, nic ująć. Zazdrość?


A wreszcie: Największym zwycięzcą dorocznej imprezy jest LGD Warmiński Zakątek pod twarda wodzą Małgorzaty Ofierskiej, a którego kobieca załoga wszystko bezbłędnie organizuje, szykuje, dopina na naprawdę ostatni guzik. Brawo, wielki podziw i gratulacje!

Niezmordowana Elżunia Wołodźko prowadzi imprezę do upadłego
Powiadają, że do trzech razy sztuka. Ale mam nadzieję się wykazać, nie dać plamy, to może zaproszą mnie znów za rok?
Relacja z tego wydarzenia będzie, owszem, w przyszłym tygodniu.
A, i jeszcze jedno. Uwaga, uwaga! W tym roku konkursowi, który będzie imprezą zamkniętą, towarzyszy wielki targ rybny na rynku ślicznego Dobrego Miasta. To kto się wybiera? Może się spotkamy?

Oszczędzałam Was do tej pory, ale na koniec trochę się poznęcam. Oto kilka fotek na zaostrzenie apetytu na kuchnię Warmii i Mazur. Większość zdjęć, (te lepsze),  jest autorstwa mojego przyjaciela z Dobrego Miasta, Jasia Kościańczuka.














Komentarze

Popularne posty