Kobieta na zakręcie

     To był bardzo udany wieczór. 
     Corrado, ledwie wysiadł z samolotu, a już zrobił chateaubriandy z polędwicy, cudownie różowe w środku. Ewa, z właściwym tylko sobie wdziękiem niedosoliła sałaty i grillowanych cukinii (ale i tak ją kocham), Julka nie chciała powiedzieć wiersza, Danka bawiła się w ogrodzie, a ja na deser dostałam chałwę i sezamki, bowiem dworowanie sobie z moich bliskowschodnich koneksji weszło już na trwałe do tutejszych obyczajów. I tylko święty Andrzej znosił nas z łagodnym, pobłażliwym uśmiechem.
     I pytam: czy nie mogło być tak do końca?! Widocznie nie mogło.
     Coś mnie podkusiło (pewnie od dawna świecąca kontrolka), by zatrzymać się na stacji paliw. Zatankowałam do pełna na stanowisku nr. 5 i... Wiem, że w życiu nie można mieć wszystkiego, ale ja - jak się okazło - nie miałam niczego: dokumentów, kart, grosza... Nie pierwszy raz, zresztą.
     Spojrzałyśmy sobie z Danką w oczy i - uspokoiwszy kasjerkę, że niedługo wrócimy z pełnym portfelem - ruszyłyśmy do domu na piechotę. Ten prawie dwukilometrowy spacer wzdłuż rozkopanej szosy gdańskiej, pełnej niewidocznych o godz. 1.30 w nocy wertepów i wyboi, miał jedną zasadniczą zaletę: wreszcie nie musiałam bać się panów czyhających z alkomatem. No bo czy można sobie było odmówić AMARONE rocznik 2005 z ręcznie numerowanej butelki? No nie można, to chyba jasne, że chateaubriand'a trzeba było popić.
     Wszedłszy do domu, zrobiłam to, co zrobiłaby każda elegancka kobieta: przebrałam się. Albowiem uznałam, iż wśród tych wykopów, zwiewna, długa do ziemi sukienka, której warstwy tiulu unoszą się seledynowo-rezedowym obłokiem przy każdym świśnięciu tira, może nie jest najodpowiedniejszą. W końcu nie o takie sukcesy towarzyskie mi chodzi.
    Kiedy wracając po samochód traciłyśmy z Danką zbędne kalorie (kolejne 2 km ca), trawiły mnie wyrzuty sumienia z powodu nie domkniętej kwestii kaparów z poprzedniego odcinka. Może to była kara za niedotrzymanie danego Wam słowa? Dotrzymam, obiecuję, ale za kilka przespanych godzin.
    Zdjęć z dzisiejszego wieczoru nie mam, rozkopaną szosę gdańską pewnie znacie sami, więc na koniec wystąpi Danka, bo też ładna i też z elementem alkoholowym:   
    


Komentarze

Popularne posty