Cucuzza - urodzinowy obiad bez jubilata

fot. Basia Góralska
Dawno, dawno temu, w małym toskańskim miasteczku, przyszedł na świat wyjątkowej urody chłopiec, wielorasowy, jak jego rodzice, któremu nadano trzy imiona - jedno polskie i dwa sycylijskie. Ot tak, na poczet przyszłej zjednoczonej Europy. (Do dziś ma pretensję, kiedy wszystkie muszą mu się zmieścić w jakiejś urzędowej rubryce).
W szpitalu rodziło się mniej więcej troje dzieci tygodniowo, a on był właśnie tym trzecim, więc pielęgniarki założyły mu  granatowe buciki z wyprawki i - wrzeszczącego na całą, jakże malowniczą dolinę rzeki Arno - położyły w środkowym łóżeczku, między dwoma dziewczynkami. Nikt wtedy nie mógł przypuszczać, że te nieopatrzne gesty tak zdeterminują jego dalsze życie, albowiem do dziś zostały mu te trzy, w sumie niepotrzebne mężczyźnie, atrybuty: zamiłowanie do elegancji, do kobiet no i uroda.
Początkowo  był blondynkiem, co wielokrotnie stawiało rodziców - ojca, który wyglądem przypominał szejka znad Zatoki Perskiej, ale w szczególności też mało słowiańską matkę - pod pręgierzem pełnych zdziwienia i podejrzliwości spojrzeń. Młody zaczął ciemnieć, przejawiać iście śródziemnomorskie cechy wrodzone i spojrzenia ustały.
Niezmienne pozostaje - kto go zna, ten wie - zamiłowanie do rozwijania prędkości, pieszo i w pojazdach. Są podstawy, by przypuszczać, że ma to po bliskowschodnim dziadku, pilocie MIG 17.
Gościu jest tak szybki i rozrywany, że nawet nie dał rady wpaść do domu na swój urodzinowy obiad. A szkoda, bo jubileusz był okrągły, zaś dania - jak sam jubilat - wielokulturowe i zawierające odnośniki do jego przedziwnych genów. No i były smakami dzieciństwa. Jego dzieciństwa.
I tak, pod nieobecność jubilata, gościom zostały zaserwowane między innymi, patisony, czyli kabaczki, z aromatycznym mięsem o intensywnym smaku na wzór toskańskiego gulaszu z dzika, ale podprawionego sycylijskim koncentratem pomidorowym, który nadał ton całości. Zaś polski element zawierał się w tym, że tak kabaczki, jak wołowina "od chłopa" pochodziły z targu w Nowym Dworze Mazowieckim. 

Patisony z gulaszem

6 patisonów mazowieckich
ok. 1 kg wołowiny, też z Mazowsza
2 duże cebule
1 marchew
2 łodygi selera naciowego
1 główka czosnku
1 szklanka Chianti, oczywiście
ok. 0,5 l wywaru z warzyw lub gorącej wody
koncentrat pomidorowy (z Sycylii najlepszy)
oliwa z sycylijskich oliwek, które jubilat dobrze zna
liście laurowe z lasu w Toskanii, gdzie jubilat dorastał, spora garść tymianku, łyżka kminu rzymskiego (ukłon w stronę Bliskiego Wschodu), ziele angielskie, papryczka chili, sól.

Marchew, seler i cebule posiekałam drobno. Do garnka z terakoty (taki jest najlepszy np. do dłuższego duszenia mięs) wlałam oliwę i na porządnie już rozgrzaną wrzuciłam warzywa, by się zeszkliły. W tym czasie wołowinę pokroiłam na niewielkie kawałki, które obsmażałam partiami na patelni i rumiane przekładałam do glinianego garnka. Każda kucharka wie, że to jest konieczne, by mięso nie było wiórowate, a soczyste. Poddusiłam chwilę, dodałam przyprawy i podlałam czerwonym winem. Kiedy wino się już całkiem zredukowało, dusiłam gulasz do miękkości, podlewając co jakiś czas niewielką ilością bulionu warzywnego (można też wodą). Do prawie gotowego mięsa dodałam sycylijski koncentrat, który jest zjawiskiem niezwykłym i smakiem przypomina suszone pomidory, ale to jest historia zasługująca na osobną opowieść. W Warunkach Europy Środkowo-Wschodniej można do zwykłego koncentratu dodać kilka posiekanych lub zmiksowanych suszonych pomidorów.


Kiedy mięso się spokojnie dusiło, ja walczyłam z patisonami, które są okropnie twarde. (Po sycylijsku kabaczek to "cucuzza", metaforycznie również "zakuty łeb", co w żadnym wypadku nie miało być aluzją do nikogo, a już na pewno nie do jubilata!).  Ale musiałam powalczyć, odkroić ich "czapeczki" i wydrążyc, by zrobic miejsce na gulasz. Tak przygotowane kabaczkowe miseczki natarłam w środku solą i wypełniłam mięsem z niewielką ilością sosu. Zakryłam czapeczkami, posmarowałm na zewnątrz oliwą i wstawiłam do pieca na ok. 1 godzinę. Po czym podałam na stół wraz z pozostałym sosem gulaszowym, by polewać nim danie do woli.



Do tego była typowo letnia insalata palermitana, czyli sałatka rodem z Palermo. No jakże by inaczej!

Insalata palermitana / sałatka palermitańska

0,5 kg zielonej fasolki szparagowej
3 średnie pomidory
3 średnie ziemniaki ugotowane w mundurach
1/2 cebuli cukrowej
oregano
oliwa (z Sycylii), ocet (z Toskanii), sól.

Ugotowaną al dente i wystudzoną fasolkę kroi się w salaterce na kawałki. Dodaje się ziemniaki i pomidory pokrojone w cząstki oraz cebulę krojoną koniecznie ! w piórka, bo wtedy jest delikatniejsza w smaku. A doświadczenie uczy, że z polską cebulą należy uważać, bo może zagłuszyć, ba!, nawet zabić smak dania. Teraz wystarczy posolić do smaku i doprawić oliwą oraz octem winnym, a na koniec posypać obficie dobrym, suszonym oregano i lekko wymieszać. 



Jubilat, Wielki Nieobecny, jak wspomnialam, z obiadu nie skorzystał. Za to skorzystała jego wracająca z Dębek siostra, zwykle wyjątkowo krytyczna wobec moich wszelkich poczynań, w tym kulinarnych. Kabaczek z gulaszem smakował, często robiona przeze mnie o tej porze roku sałatka - również. Dostało się jedynie Bałtykowi, bo - mimo, iż tego pięknego dnia zażyła dwóch kąpieli, to skwitowała to krótkim: "zupełnie nie rozumiem, co za przyjemność się w takim morzu kąpać". 
Ot, dzieci, dzieci, "spadające gwiazdy", jak kiedyś napisał w wierszu ich ojciec. 
Czego by człowiek nie zrobił, to z genami i tak nie wygra. To zupełnie, jak w tym sycylijskim powiedzeniu: falla comu vuo' sempre cucuzza e' - czego z nim nie zrobisz, to kabaczek zawsze kabaczkiem zostanie.





Komentarze

  1. Cudowna opowieść, a sałatkę zrobię na pewno, tylko czy z naszych polskich pomidorów będzie równie pyszna jak z tych sycylijskich?

    OdpowiedzUsuń
  2. Na targu w Nowym Dworze Mazowieckim, właśnie kupiłam małe, karbowane pomidory, przypominające wyglądem i smakiem (tak, tak!!!)sycylijskie tzw. siccaniu. Napiszę o nich niebawem. :-)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Miło, że tu zaglądasz :-)

Popularne posty