Miesiąc bloga - piwo dla Wszystkich! "Niezapomniana kuchnia Warmii i Mazur"

  
     Sięgnęłam po stare „Kalendarze Mazurskie” oraz „Kalendarze dla Mazurów i Warmiaków”, wydawane w języku polskim jeszcze na długo przed wojną. Przeglądałam pożółkłe kartki pełne przysłów, ciekawostek, porad, a nawet i dowcipów z brodą. – August, dlaczego to zawsze zamykacie oczy, kiedy pijecie wódkę? A bom obiecał mojej Amalii, że nigdy nie zajrzę do kieliszka, no i słowa dotrzymuje – powiadał jeden.
     W drugim sędzia mówił do kobiety: – Okazała się pani przy ujeciu złodzieja bardzo śmiała i odważna, lecz wcale niepotrzebnie tak mocno pokaleczyła go pani. Na co kobieta odrzekła: – Niechaj pan sędzia wybaczy, ja tego wcale nie wiedziałam, że to jest złodziej. Ja czekałam przez trzy godziny na mojego męża, który w karczmie siedział i myślałam, ze to on wraca.
     Piwo było na Warmii i Mazurach od zawsze tradycyjnym napojem.
     Browary w tych stronach rosły niczym grzyby po deszczu w mazurskich lasach, gdyż była to działalność niezwykle intratna, przysparzająca szybkich i wysokich dochodów. Sama kapitula warmińska dostrzegła korzyści, jakie przynosiły warzelnie i zbudowała browar – ni mniej, ni więcej – tylko na olsztyńskim zamku. Awantura z miastem, jaka wynikła z tego powodu, pozostała na kartach kronik.
      Piwo znano w tych stronach od czasów staropruskich, kiedy to pogańscy prawowici właściciele tej pięknej i tajemniczej krainy pijali piwo kadykowe, zwane też lenkwarem. Napój ów, znany jeszcze do niedawna - a na Kurpiach do dzis - również pod nazwą „piwa kozickowego”, gospodynie warzyły, gotując w wodzie utłuczone, aromatyczne jagody jałowca, a po ostudzeniu dodawały drożdży.
     Z rozdrobnionych, skiełkowanych ziaren jęczmienia, cieplej wody, drożdży i cukru warzono również podpiwek – idealny napój na upalne dni.
     Jednak nic nie mogło się równać piwu wypitemu w karczmie. Z czasem normalne już piwo chmielowe, zarówno jasne, jak i ciemne, stało się - tak na Warmii i Mazurach, jak i w całej Europie Środkowo-Wschodniej - produktem codziennego spożycia. Wszyscy tutejsi mieszkańcy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, niezależnie od przynależności klasowej, pijali je często i chętnie, przy okazji i bez niej, bo wierzyli, że pobudzało ono wydolność i poprawiało samopoczucie. Latem sączono piwo schłodzone, zimą zaś, dla rozgrzewki, gorące – z korzeniami lub miodem.
     Pewnego razu - a było to w czasach, kiedy Warmia nie została jeszcze włączona do Prus Wschodnich - wypicie piwa nawet stało się... wyrazem przywiązania do monarchy. Do historii mianowicie przeszedł niejaki Erazm Sterck, zakrystian katedry fromborskiej, który za zdrowie Zygmunta Augusta wypił cały antałek piwa i to jednym haustem. Aż stracił dech w piersiach. Ponoć król umiał być mu bardzo wdzięczny i listownie prosił biskupa Stanisława Hozjusza o zwrócenie na zakrystiana życzliwej atencji.
     Ten sam zresztą biskup Hozjusz uznawał piwo za nieodzowne. Do jednego z dotowanych przez siebie olsztyńskich szpitali nakazał dostarczanie z własnej kuchni trzy razy w tygodniu dwóch bochenków chleba i dużego dzbana ciemnego piwa.
     Warmińskie browary produkowały już w XVII wieku wiele gatunków piwa. Niektóre z nich, takie jak ciemne z Barczewa czy z Braniewa, były cenione nawet za granicą. Braniewo znakomicie rozwijało się w tym względzie i w wieku XVIII było w mieście trzydziestu siedmiu browarników oraz siedmiu gorzelników. W późniejszych latach zasłynęły inne przednie gatunki, Englisch Brunnen z Elbląga czy królewieckie Königsberger.

Piwo grzane po mazursku

1 butelka ciemnego lub karmelowego piwa,
kawałek cynamonu lub wanilii, szklanka słodkiej śmietanki,
3 żółtka, 1⁄2 łyżeczki mąki ziemniaczanej.
Piwo dobrze podgrzać, ale nie zagotować, dodać przyprawy i cukier do smaku. żółtka i mąkę ziemniaczaną roztrzepać z małą ilością zimnej wody. Wymieszać z podgrzaną śmietanką i piwem i jeszcze chwilę potrzymać na wolnym ogniu tak, aby żółtka się nie ścięły.

*****************

Fragment pochodzi z ksiazki "Niezapomniana kuchnia Warmii i Mazur", autor: Malgorzata Jankowska Buttitta. Copyright Malgorzata Jankowska Buttitta. Wszelkie prawa zastrzezone.

*****************




·         Kulinarny reportaż o poszukiwaniu dawnych smaków opatrzony wstępem Wojciecha Kassa
·         Wspomnienia dawnych mieszkańców Warmii i Mazur wciąż pamiętających minione czasy
·         Prawie trzysta przepisów!

 „(…) nie jest to tylko książka sensu stricte kucharska, (…) jest ona czymś więcej – podróżą sentymentalną w szczątkową i roztrwonioną obyczajowość kulinarną dawnych Prus Wschodnich, których częścią były Warmia i Mazury. Autorka napisała książkę literacką i zarazem użyteczną. (…) Małgorzata K. Jankowska Buttitta jak Westa podjęła próbę rozpalenia ognia w wygasłych piecach. Na powrót, posiłkując się literaturą piękną i fachową, nielicznymi relacjami żyjących jeszcze świadków, zasiadła w gospodarskich kuchniach niczym w jaskiniach cieni, zapaliła świece i z kredensów wyciągnęła ubogą zastawę. Zaprasza nas do uczty, ale nie tylko, zaprasza nas także do świata, który jak wsie i miasteczka żydowskie uległ zagładzie. Z kagankiem w ręku prowadzi nas po domowych izbach, spiżarniach, strychach, piwnicach, sadach, po lesie, skrajach jezior, wreszcie po aromatycznych sklepach kolonialnych jak tych ze „Sklepów cynamonowych” Brunona Szulca, jarmarkach, bazarach, karczmach i restauracjach Królewca. Stylem czułym i zarazem sugestywnym, językiem reportażu a także poprzez liryczne uniesienia, wskrzesza zapachy i aromaty, dźwięki garnków, sprzętów i zastaw, odgłosy nawoływań i domowej krzątaniny, smaki a także uczucie głodu i niegasnącego apetytu. Autorka niejako wprowadza nas na coraz wyższe piętra kulinarnej sztuki byłych Prus Wschodnich – z biednych gospodarstw wiejskich przez mieszczańskie jadalnie po arystokratyczne pałace, od prostych potraw mączno-kapuściano-ziemiaczanych po królewieckie specjały z marcepanami włącznie”. (Ze słowa wstępnego Wojciecha Kassa)

Stron: 290
Wymiary: 250x200
Oprawa: twarda, szyto-klejona
Wydawnictwo: Jaworowy Dwór
Rok wydania: 2007
ISBN 978-83-925750-0-9


Komentarze

Popularne posty