La furia roja


Działo się Roku Pańskiego 1494.
Diego Alvarez Chanca poczerwieniał na twarzy, a  w ustach i gardle poczuł ogień. W chwile później, poczynając od palców kończyn dolnych, przez łydki, kolana, uda, lędźwie, sunęła dziwna, nieznana mu dotąd fala gorąca. A przecież na rozmaitych dolegliwościach się znał - w końcu był medykiem, naukowcem, nawet leczył dzieci Katolickich Królów!
Hiszpan otarł pot z czoła i zajrzał do glinianego rondla, gdzie na dnie wciąż czerwienił się ślad po tym dziwnym strąku o fallicznym kształcie, zwanym na tym końcu świata - chili. Że też zachciało mu się eksperymentować na sobie i próbować czegoś takiego! Może to i dobre dla dzikich tubylców, w końcu to też ludożercy, ale dla niego, Europejczyka i katolika?!
A jak teraz umrze na tej przeklętej Espanoli i już nigdy nie zobaczy swej ukochanej Sevilli?
Diego Alvarez Chanca, medyk pokładowy drugiej ekspedycji Krzysztofa Kolumba, nie umarł. A przeciwnie, poczuł się całkiem nieźle, ba! - nadspodziewanie dobrze: krew zaczęła krążyć jakby z większą werwą, a i wspomniane lędzwie...hmmm...jakby to powiedzieć...odmłodniały? Eeech...

Kiedy w Roku Pańskim 1514 żaglowce Kolumba powracały do Europy, pod pokładami pełnymi wszelkiego dobra pozyskanego w Nowym Świecie, pośród innych rarytasów, czerwieniły się papryki i papryczki. Droga do zawrotnej kariery na Starym Kontynencie stała przed nimi otworem.
Ale o tym przeczytacie w kolejnych odcinkach.
A tymczasem…

Kupiłam paprykę, słodką tym razem, z zamiarem upieczenia jej w piecu. Wybrałam strąki mniej więcej jednakowej wielkości i o równych spodach, by nie przewracały się na blasze do pieczenia. Papryki zwykle nie wkładam do pieca w ceramicznych formach, gdyż metal lepiej się nagrzewa i skuteczniej mi ją rumieni. A dopiero mocne przypieczenie skórki wyzwala cudowny smak i zapach, który wkrada się we wszystkie szczeliny domu.

Papryka pieczona faszerowana


Składniki:
9 papryk wielkości damskiej pięści, (prawdę mówiąc, im mniejsze, tym lepsze),
30 dag ryżu ugotowanego al dente,
2 spore cebule,
4 ząbki czosnku,
oregano i tymianek (sporo, bo musi pachnieć!)
posiekana natka pietruszki,
dobra oliwa z oliwek, sól, chili w proszku ew. pieprz.

Z papryki usunęłam gniazda nasienne z ogonkiem tak, by nie uszkodzić reszty strąka. Środek każdego posoliłam, bo papryka sól lubi i na nic tu wszelkie pseudo zdrowotne brednie. W wysokiej patelni rozgrzałam oliwę, zeszkliłam (nie wolno rumienić!) cebulę i przesmażyłam z ryżem, sypiąc szczodrze oregano i tymianku. Po zdjęciu z ognia dodałam czosnek posiekany z pietruszką. Całość doprawiłam solą i chili (pieprzem). Łyżką delikatnie wypełniałam papryki farszem ryżowym. Na koniec, by się ładniej rumieniły, każdy czerwony mieszek z lekka natłuściłam oliwą. Teraz już tylko pozostało ustawić je równo na blasze, wstawić do gorącego piekarnika (220 st.) i…czekać. Kiedy papryka po ok. 25 min. zaczęła pachnieć, niczym w Śródziemnomorzu, na Bałkanach, czy Bliskim Wschodzie, obserwowałam ją sobie przez szybkę, w oczekiwaniu, aż skórka się pomarszczy i mocno przyrumieni.

I to wszystko na dziś. Firma Fryty Rity gwarantuje radość podniebienia, na gorąco, na zimno, na przystawkę, na dodatek do mięs. I poleca się na przyszłość!


Komentarze

Popularne posty