Czy kapary są warszawskie?

Wczoraj moja poranna (czytaj: południowa) fejsbukowa prasówka, zaczęła się od hasła „kapary”.
A to za przyczyna Kasi Enerlich, mazurskiej pisarki, która opowiedziała zgrabnie o bluszczyku kurdybanku porastającym jej rodzima krainę jezior, i który to z powodzeniem zastępuje jej, Kasi, rzeczone kapary. Moja słabość do kaparów, ich cierpkiego smaku, gorzkawego, korzennego aromatu jest znana, więc, siłą rzeczy, musiał mnie tekst Kasi wciągnąć.
Pod tekstem, kto żyw, dorzucał swoje trzy grosze. Aż tu nagle... wpadł mi w oko taki oto filuterny wpis: - "Kapary to jakieś takie bardzo warszawskie"! Jego autorem był - ze wszech miar słusznie - bardzo szanowany olsztyński profesor.
I tu mnie ubodło, choć rozpoznałam lekka nutkę życzliwej ironii, choć wiem, ze dokopywanie Warszawce to sport narodowy.
Jakiem żywa, nigdy w nie widziałam kaparów rosnących w stolicy! A szkoda, bo krzew, który nas tym nieziemskim pączkiem obdarza, jest niezwyklej wprost pieknosci. Tak piękny, że pokażę Wam jego zdjęcie nie mojego autorstwa, a skorzystam z dobrodziejstw niezastąpionych czeluści internetu:

Prawda, ze cudo? I te mięsiste listki podobne do wiciokrzewu, i te kwiaty, niczym fajerwerki królowej nocy...
Nie raz i nie dwa, wracając z plaży, (czyli ze skał, bo nie znoszę piasku) próbowałam delikatnie wyciągnąć gałązkę z kamiennej szczeliny, by ponieść do naszego sycylijskiego ogrodu. Ale nic z tego: skała obejmowała kruche korzenie kaparowca nazbyt silnym i szczelnym uściskiem. A nawet, jeżeli już się udało wyciągnąć odnóżkę, to krzew i tak nie chciał się przyjąć. Zresztą uprzedzano mnie: kapary, zwykle samosiejki, rosną wyłącznie tam, gdzie chcą.
Nie znam autora... przepraszam...

Tak więc – wracając na moment do klimatu mrocznej północy - w Warszawie capperis spinosa rosnąć tym bardziej nie chce. I nie dziwne – ja też tu czasem nie czuje się najlepiej.
Za to krzewy te chcą, a wręcz uwielbiają owocować na sycylijskich wulkanicznych wysepkach, jak Lipari, Vulcano, a szczególnie Pantelleria. Rosną w siłę i aromat tak, że tamtejszym kaparom żaden inny kapar nie podskoczy.
Ale bo i tez mieszkańcy Pantellerii sprytni są i wiedza, jak kapara oszukać: zbierają skrzętnie nasiona capperis spinosa, napełniają nimi tulejki i ostrzeliwują takimi pociskami (pamiętacie szkolne plucie z rurki?) szczeliny skał, starych murów, dachy pokryte zmurszałą ceglastą dachówką. A niech sobie myśli kapar, jeden z drugim, że sam się wysiał.

Skoro nawet na Sycylii własnych kaparów wyhodować mi się nie udało, robię ich zapasy na licznych targowiskach wyspy. By przywieźć je do Warszawy, gdzie nie rosną, Panie Profesorze! Ale kupuję... nie,nie, nie takie w słoiczkach w zalewie octowej, a bron Boże! Nie po to się jest u źródła, by nabywać produkt marketowy. Kupuje kapary solone. Tylko takie maja w sobie zamknięty cały smak i aromat korzeni, słońca i morskiej bryzy. Sól, którą są grubo zasypane, jest morska, rzecz jasna.


I kiedy po długiej podróży dotrą tu wraz ze mną,  solone kapary – tu muszę przyznać racje profesorowi – stają się „warszawskie”, albowiem bardzo pasują mi... no, do czego? Do ziemniaków!

Ziemniaki z kaparami

40 dag ziemniaków,
spora garść solonych kaparów,
oliwa z oliwek
ew. rozmaryn, kurkuma.

Obrane i pokrojone na cząstki ziemniaki wkładam do rondla, podlewam kilkoma łyżkami dobrej oliwy i filiżanką wody. Ziemniaki nie maja pływać, a jedynie dusić się pomału w krótkiej wodzie. Tak, by ich nie odcedzać i nie wylewać witamin i soli mineralnych do zlewu. Gdy ziemniaki się duszą, dodaję kapary, razem z solą, która je konserwowała, ponieważ a) nie muszę już ziemniaków dodatkowo solić, b) ta „ich” morska sól jest cudownie, kaparowo aromatyczna. W trakcie duszenia wzbogacam smak gałązką rozmarynu i ew. zabarwiam łyżką kurkumy. (Żadnych skojarzeń z mistrzowską dykcją bohaterki reklamowych przypraw!). Jeżeli woda odparowała nim kartofelki się udusiły, dolewam jej jeszcze trochę. I czekam, by pięknie pachnące Sycylią ziemniaki zmiękły. Doskonałe, kremowe, aromatyczne tak do mięs wszelkich, jak i dla jaroszy.
                                                    
                                                                Koniec czesci I.

Post scriptum: Oczywiście nie mnie pouczać chlubę Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, tym bardziej wielkiego specjalistę jednej z dziedzin przyrodniczych, ale ja z Panem Profesorem jeszcze nie skończyłam i do tematu kaparów wrócimy. W kolejnym odcinku.
Jednocześnie – by móc czasem pokazać się w Olsztynie bez maski - błagam Go o wybaczenie, za tak bezlitosne wykorzystanie w roli podmiotu lirycznego :-)







Komentarze

  1. Pięknnnneee... smaczne.....dziękuję Ci. Kasia Enerlich http://prowincjapelnamarzen.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze,kiedy gotuję ziemniaki i zalewam je wodą ,w oczach mam Małgosię,a w uszach słyszę:,,do ziemniaków dodaję bardzo mało wody,niech się duszą a nie gotują"no i na języku czuję smak tych z rozmarynem w Toskanii....Myślę,że te z kaparami też zrobię,bo zostało mi troche tych solonych z Italii....

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehehehe... No taka juz jestem: kartofle dusimy, warzywa na zupie tez, bo to nie pranie, zeby nastawiac garnek z woda, cebula tylko w piorka, solimy, bo to nie szpital, dodatki nie moga przycmic wlasciego smaku, itd., itd. I tak do znudzenia! Trudno, mnie sie bierze z dobrodziejstwem inwentarza :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie zaczęłam gotować zupy od podsmażania cebulki i innych warzyw.W moim domu zupy były zawsze na wywarze z warzyw i mięsa albo kości,później dodawało się resztę składników tj.ziemniaki,kaszę perłową,starkowane ogórki,buraczki itd.Jak mnie pamięć nie myli to moja mama nie robiła zasmażek,dodatkiem była śmietana,zazwyczaj.Babcia gotowała tak samo.Nie zapomnę smaku grochówki mojej babci,takiej tylko na warzywach,to był taki ,,grochówkowy rosół",cały groch nie łuskany,marchew ,seler pietruszka,cebula....Wyjadłyśmy z Marysią prawie wszystko i oberwałyśmy od babci bo to było na obiad dla jej zięcia,Cezarego,Marysi ojca.Obie często to wspominamy......(Marysia to moja siostra cioteczna,i przyjaciółka,prawdziwa)

      Usuń

Publikowanie komentarza

Miło, że tu zaglądasz :-)

Popularne posty